«

Wywiad z Kamilem Danielczakiem, flisakiem pienińskim.

Spływ Dunajcem to niewątpliwie jedna z najpiękniejszych atrakcji Pienin. Rokrocznie przyciąga rzesze turystów, którzy pragną doświadczyć niezwykłej podróży przełomem jednego z dopływów Wisły. Można powiedzieć, że to wręcz punkt obowiązkowy każdej wycieczki do naszego regionu.

Zapraszamy Państwa na wywiad z Kamilem Danielczakiem, jednym z naszych, pienińskich flisaków.

Dzień dobry Kamilu, dziękujemy, że zgodziłeś się przeprowadzić tę rozmowę. Zacznijmy od najważniejszego pytania. Co skłoniło Cię do starań o zostanie  flisakiem?

Pochodzę ze Sromowiec Niżnych i tam mamy taką niepisaną zasadę, a nawet już tradycję, że każdy chłopak ze wsi dołącza do grona flisaków. Oprócz tego mną osobiście kierowała też ciekawość tego zawodu, mogę powiedzieć, że fascynacja tym jak to wygląda od środka. Skoro miałem wszelkie możliwości, aby zostać flisakiem, to po prostu z tego skorzystałem.

Właśnie, istnieje zasada, że flisakiem może zostać tylko mieszkaniec jednej z pienińskich miejscowość. Tak więc w grę wchodzą tylko panowie ze Sromowiec Niżnych i Wyżnych, Krościenka, Czorsztyna lub Szczawnicy. Jest to dość osobliwa zasada, bardzo restrykcyjna. Co Ty o niej sądzisz?

Myślę, że tutaj w grę wchodzi znajomość historii spływu czy wiążących się z nim tradycji. Kto mógłby lepiej się w tym orientować niż mieszkańcy właśnie tych pięciu miejscowości? Jesteśmy związani ze spływem chyba pod każdym względem, nic dziwnego, że zostaliśmy wybrani (śmiech)Poza tym, gdyby tak każdy mógł dołączyć do stowarzyszenia flisaków, to pewnie niedługo mielibyśmy rodowitych Pomorzan przebranych w góralskie stroje. 

Tradycja już całkiem poszłaby w zapomnienie. My dbamy tylko o zachowanie trwałości tego pięknego zwyczaju. Mogłoby to faktycznie zaszkodzić wizerunkowi flisaków, który jest zresztą budowany już wiele lat. Mimo wszystko tutaj, w naszych rejonach, przykłada się niezwykle dużą wagę do tradycji.

Masz rację, wynika to z tego, że mamy te zwyczaje i tradycje niezwykle piękne, nic dziwnego, że chcemy je kultywować, zamiast zapominać. Wracając jeszcze do początków, zagłębmy się bardziej w tajniki tego zawodu. Opowiedz nam, jak w ogóle zostaje się flisakiem, od czego trzeba zacząć.

Wygląda to tak, że najpierw jeszcze przed złożeniem podania do stowarzyszenia, każdy kandydat musi sobie znaleźć tak zwanego mistrza flisackiego. Jest to osoba, która ma po prostu większe doświadczenie w tej pracy i dodatkowy egzamin za sobą. W każdym razie na początku my młodzi musimy spłynąć kilka razy z mistrzem, jako ten trzeci flisak na łodzi, ale jeszcze zanim rozpocznie się sezon. Pozwala nam to przyjrzeć się bliżej tej profesji, podpatrzeć coś u starszych kompanów, dokładniej zorientować się w tym, co właściwie czeka nas, gdy sami zostaniemy flisakami. Jest to moment złapania także bliższej relacji z kimś, kto ma więcej doświadczenia.

Moim zdaniem zobaczenie na własne oczy jak radzą sobie inni, jest najlepszą nauką. To jest też ten etap, gdy można zrezygnować, jeśli uzna się, że to zbyt trudne albo jeżeli ktoś dojdzie do wniosku, że to nie dla niego.  Chociaż powiem ci, że niezbyt często się to zdarza, raczej każdy jest zafascynowany tym zajęciem i chce to robić, chce stać się częścią flisackiej ekipy. W każdym razie później w sezonie jeszcze trzeba spłynąć około trzech razy jako obserwator i dopiero po tym można już pływać samemu, chociaż pod czujnym okiem mistrza. Przez kolejne trzy lata wciąż jest czas na naukę i szlifowanie swoich umiejętności kierowania łódką. Po tym następuje pierwszy egzamin i on pozwala na zostanie czeladnikiem. Jednocześnie dostaje się legitymację i już jest się pełnoprawnym flisakiem. Jeśli ktoś natomiast aspiruje do bycia mistrzem, to musi zaczekać następne trzy lata, zdać kolejny egzamin i zyskuje ten wyjątkowy tytuł. Tylko że jeżeli chce wziąć jakichś uczniów pod skrzydła… musi tym mistrzem być przynajmniej dwa lata. To naprawdę długotrwałe zadanie, trzeba uzbroić się w cierpliwość, ale wykazać się także determinacją.

 

Rzeczywiście, gdy o tym opowiadasz, człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, że to nie jest łatwe jak pstryknięcie palcami. W zasadzie nic dziwnego ten zawód to odpowiedzialność za innych, ale i za dobre imię organizacji, która ma długą i piękną historię, o którą trzeba zadbać. Dobrze, powiedz nam jeszcze jak wygląda  zwykły dzień flisaka. Od czego zaczynacie, a na czym kończycie każdy, kolejny dzień spływu?

Cóż, przede wszystkim musimy się stawić zwarci i gotowi u dyspozytora. Potem zostajemy oddelegowani do powiązania łódek. No, a później czekamy na informację o pierwszym spływie. Kiedy kilkugodzinny rejs po Dunajcu dobiegnie końca, pomagamy w załadunku łodzi na auto, aby były gotowe na następny dzień. Po tym możemy wrócić do domu albo spłynąć jeszcze raz, to już zależy od dnia. Nie będę się tutaj rozgadywał zbyt wiele na ten temat, bo to naprawdę są powtarzalne czynności, takie jak w każdej, innej pracy.

Flisactwo to nie jest zwykła praca, to zawód bądź co bądź wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju. Właśnie, jak się czujesz, będąc flisakiem, masz wrażenie, że robisz coś, co wzbudza ponadprzeciętne zaciekawienie? Odczuwasz dumę, gdy mówisz, że należysz do stowarzyszenia flisaków pienińskich?

Obcuję z tym zawodem dużo dłużej, niż sam go wykonuję. Dla mnie jakoś tak od zawsze wiadome było, że chcę to robić, bo mnie to fascynuje, a nie dlatego, że mogę być kimś wyjątkowym. Owszem, widzę, że jako flisacy cieszymy się, jakby to powiedzieć, uznajmy, że podziwem. Tylko że to wszystko zawdzięczamy tak naprawdę pięknej historii stowarzyszenia, działalności naszych dziadków czy pradziadków, którzy stworzyli tę atrakcję. To dzieje spływu i flisaków sprawiają, że my teraz jesteśmy częścią czegoś tak wspaniałego. Osobiście samego siebie nie uważam za kogoś wyjątkowego, robię tylko to, co lubię robić i sprawiam tym radość innym. Poza tym kultywuję piękną tradycję i to tyle.

Słuchając Cię, można zauważyć niezwykły szacunek do tej profesji i jej tradycji, naprawdę świetnie się tego słucha. To może teraz dla odmiany, podpytam cię o wrażenia innych odnośnie spływu. Rozmawiasz dużo z turystami, więc zdradź nam, jaką oni mają opinię na temat tej atrakcji?

Najczęściej są po prostu zadowoleni, że mogą z nami spłynąć. Podziwiają widoki i zachwycają się tym naszym, pięknym rejonem. Rzadko kiedy słyszymy jakieś głosy krytyki, co w sumie nie jest takie dziwne, zbyt ładnie tutaj, żeby marudzić. (śmiech) Zauważyłem też, że sporo ludzi korzysta ze spływu nie pierwszy raz. Nierzadko zdarza się, że dana osoba ma za sobą nawet i kilka takich podróży, a mimo to bierze udział w kolejnych. Co fajniejsze, ludzi to nie nudzi, oni chcą do nas wracać i z nami pływać. W takich właśnie sytuacjach wiemy, że praca nas wszystkich jest doceniana.

Twój ulubiony fragment spływu? Jaka legenda się z nim wiąże? Wszyscy wiemy, że flisacy najładniej opowiadają miejscowe legendy, tak więc śmiało, zaskocz nas.

.

Czy mam ulubiony fragment spływu? Mogę z pewnością odpowiedzieć przecząco. Uważam, że cała trasa jest niesamowita, każde miejsce przykuwa wzrok i ma swoją, piękną historię. Jestem wielbicielem naszego rejonu, a podczas każdego spływu poznaję go na nowo. Czasem mam wrażenie, że sam jestem turystą, który widzi te góry i lasy po raz pierwszy na oczy. To wspaniałe miejsce, wyjątkowe pod każdym względem. A legend akurat mamy wiele, zresztą powstawały przez stulecia, więc trochę się ich nazbierało (śmiech). Taką najciekawszą, którą zawsze opowiadamy przyjezdnym, jest ta o siedmiu mnichach zaklętych w skały. Zostali ukarani za zbyt grzeszne życie, a odczarować ich może tylko kobieta, która nigdy nie zdradziła swojego męża. Jak można się domyślić, odkąd spływ istnieje, dotąd mnisi czekają na ratunek. Ta historia jest chyba najbardziej lubiana wśród turystów.

Dziękujemy Ci bardzo za tę rozmowę. Jesteśmy pod wrażeniem szacunku, z jakim mówisz o zawodzie flisaka. Myślę, że pomogłeś naszym czytelnikom poznać kilka faktów, o których na pewno nie mieli pojęcia. Życzymy Ci powodzenia na dalszej drodze kariery, no i może za kilka lat znów porozmawiamy, ale tym razem opowiesz o tym, jak to jest być mistrzem flisactwa.

Również dziękuję za rozmowę, mam nadzieję, że w jakikolwiek sposób przybliżyłem trochę informacji o flisakach. Zobaczymy, jak to będzie z mistrzem, na razie cieszę się, że mogę w ogóle pływać i uczyć się nowych rzeczy w tym zawodzie.

#wpieninypoendorfiny
Udostępnij 🙂